13 czerwca 2013 – Mestia – niech zatańczy moja narzeczona Ushba

„Pańskie oko konia tuczy” czyli nie ma Rozy nie ma jedzenia, jest Roza jest nawet złota zastawa! Na śniadanie są małe pampuchy (racuchy) z miodem, chleb, konfitury, pomidory, ogórki, ser. Całkiem przyzwoite gruzińskie śniadanie. Ponieważ pogoda dopisuje postanawiamy wyruszyć „do krzyża” aby zobaczyć Ushbę. To jedno z lepszych miejsc aby zobaczyć „dwie wieże”.

Do krzyża prowadzą dwa główne szlaki (jak już wiadomo szlak w Gruzji to rzecz umowna). Jeden prowadzi dość łagodnie pod górę, z pięknymi widokami na swańskie wieże, łąki, miasto; drugi wiedzie „na kreskę” do góry i zaczyna się strumieniem. Moim zdaniem lepiej wejść łagodniejszym i podziwiać widoki, a schodzić szybszym i skupić się tylko na drodze. Podejście do krzyża to jedna z obowiązkowych wycieczek w Mestii. Widok jest fantastyczny! Mamy to szczęście, że Ushba prezentuje nam swoje dwie wieże, a góry Kaukazu odsłaniają szczyty. Jest to jeden w tych widoków, które relaksują mentalnie :-)

Na stronie drytooling.com.pl Piotr Picheta przywołuje ciekawą legendę związaną z Ushbą:
„Niech zatańczy moja narzeczona! Rozsunęli się Swanowie i ukochana (…) wykonała dla niego taniec. Chcę zobaczyć, jak moja siostra będzie mnie opłakiwać! Wyszła siostra, a on oglądał taniec płaczu i smutku. A teraz chcę widzieć taniec całego ludu. Swanowie ruszyli w korowód z przyśpiewkami (…) i wtedy śmiały chłopiec krzyknął: żegnajcie!”, po czym rzucił się i rozbił o skały. Do dnia dzisiejszego mówi się, że czerwień skał to jego krew, a lód i śnieg otaczający Uszbę to roztrzaskane kości.

Wokół Uszby narosło wiele legend i mitów. Jedną z nich jest historia biednego Betkila, który w pogoni za zwierzyną, zapuścił się na zakazane zbocza Uszby. To właśnie tam natknął się na boginię łowów. Dali oczarowała młodzieńca, a on szybko zapomniał o swojej rodzinie i zamieszkał z nią wśród skał. Ich radość jednak nie trwała długo, bowiem pewnego dnia młodzieniec spojrzał na zielone kobierce swaneckich hal, i na nowo zatęsknił za domem. „Nocą potajemnie porzucił Dali i zszedł w dół”. Na widok Betkila rodzina wyprawiła mu wielką ucztę. Pieśniom i tańcom nie było końca, aż do chwili, w której pojawiła się zraniona bogini. I „nie wytrzymało serce odważnego myśliwego” na widok wielkiego tura. Chwytając łuk, ruszył w pogoń za zwierzem po zboczach Uszby. Gdy zorientował się, że został wciągnięty w pułapkę, było już za późno. Tur zniknął, a odważny Betkil utknął bezpowrotnie na stromych skałach. „Niech zatańczy moja narzeczona” – to były ostatnie jego słowa. Chwile potem zebrani pod skałą ludzie płakali i krzyczeli, gdy bezwładne ciało młodzieńca opadało na ostre skały. Dali odebrała swoją własność. Betkil, zginął dla miłości i przez miłość.


Przy kolacji toczymy zaciętą dyskusje nt. polityki. Każdy z nas doradza co gruzińscy politycy powinni zrobić… Składa się tak zabawnie, że dyskutują Grecy z widmem bankructwa, Belgowie bez rządu, Anglicy z problematycznymi imigrantami, Polacy którzy najechali Anglię… I tak dyskutujemy i dyskutujemy :-)

Na koniec dowiadujemy się, że Kiwi People jadą jutro do Ushguli. Razem ze Szwedką postanawiamy się do nich dokleić, można tam dojechać tylko wypożyczonym samochodem albo koniem. Dobrze, że wybrali samochód.


Cel wyprawy - zobaczyć Ushbę


Komu w drogę... temu pies przyjacielem. Pies uciekł ze zdjęcia :)


























A na dobranoc...