9 luty 2013 – Belgia – Atomium

Popołudniu jedziemy do Atomium – jednej z większych atrakcji Brukseli. Wysiadamy na stacji metra Heysel, odwracały głowę i… widzimy wielki model kryształu żelaza! Atomium góruje nad nami, zbudowane z 9 metalowych kul, połączonych rurami, przedstawia strukturę żelaza powiększoną 690 mld razy. Zbudowane z okazji wystawy Expo w 1958r. miało zostać rozebrane zamiast po, jednak tak spodobało się mieszkańcom Brukseli, że postanowiono je zostawić. Jako atrakcja jest zdecydowanie ciekawsze niż Manneken-Pis ;-) Atomium należy do grona niezwykłych budowli, w „atomioprzewodniku” wyczytuję, że takich niesamowitych, kreatywnych budowli jest na świecie 21. Jedna z nich znajduje się również w Polsce i jest nim Krzywy Domek w Sopocie, kolejna jest u naszych czeskich sąsiadów Tańczący Dom (czyli Fred Aster i Ginger Rogers w wersji budowlanej).









9 luty 2013 – Belgia – chocolateries, gofry i mule

Tyle miejsc do odwiedzenia, tyle czekolady do spróbowania! Idziemy wczorajszym, nocnym szlakiem na Grand Place, jest bardzo mroźno, na szczęście widać już słońce. Przechodzimy przez Galeries Royales Saint-Hubert – to jedna z pierwszych galerii handlowych w Europie. Dużo chocolateries i fantastyczny sklep z koronkami. Z galerii droga prowadzi prosto na Grand Place, który jest sercem Brukseli. Wspaniałe domy w stylu flamandzkiego renesansu i baroku, były siedzibą cechów rzemieślników i kupców: krawców, rzeźników, piwowarów, piekarzy, szkutników i wielu, wielu innych. 






Kamienica pod łabędziem – dawna siedziba cechu rzemieślników, mieści dziś ekskluzywną restaurację, to właśnie w tej kamienicy Karol Marks pisał swój słynny Manifest Komunistyczny, nim został poproszony o opuszczenie kraju.

Po drugiej stronie placu mieści się Kamienica pod Gołębiem, w niej mieszkał Wiktor Hugo, który pisał sobie o radykalnie o Napoleonie III. Niestety również został poproszony o opuszczenie kraju, na chwilę przed tym jak rozgrzewany cesarz kazał go ścigać i pojmać.




Oczywiście niesamowita jest również kamienica Dom Królewski (dawny Dom Chleba), który mieści teraz muzeum miasta Brukseli.

W sumie prawie każda kamieniczka niesie za sobą jaką historię…

Udaje mi się odnaleźć sikającą dziewczynkę - Jeanneke Pis! Jak to powiedział Mr. Debouvrie's twórca rzeźby, "Now we've got gender equality"! Ze względów bezpieczeństwa dziewczynka sika za kratami i kłódkami. 


Kolejny przystanek to Katedra Św. Michała i Guduli. Po drodze zaliczamy sklep z czekoladkami i łapiemy się na pierwszą darmową degustację czekolady. Mniam, mniam, mniam… Szkoda, że nie mają czekolady do picia. Ze schodów katedry rozciąga się przyjemny widok na stare miasto. Sama katedra jest ciekawa, ale jej niepodważalną zaletą jest to, że… jest ogrzewana. Dość mocno ogrzewa. Wyczytaliśmy, że w środku znajduje się ołtarz z pelikanami. Szukamy i szukamy ale po pelikanach ani śladu, pytamy miłego pana obsługującego wystawę (sprawa wrażenie, że o katedrze wie wszystko), niestety o pelikanach nie słyszał. A szkoda, bo są w bocznej nawie i takiego ołtarza nie ma żaden inny kościół. 

W kościele jest ciepło, miło, cicho, atmosfera służy kontemplacji oraz ... ;-)




Rozgrzani atmosferą w katedrze (tylko atmosferą ;) idziemy w stronę Pałacu Królewskiego, a później na Place Sablon (Grand i Petit). Nad samym placem góruje Notre-Dame du Grand Sablon, w środku też jest ciepło. Najfajniejsze kryje się jednak za świątynią, duży targ z antykami. Kryształowe żyrandole, futra, stare torebki, grające pozytywki i instrumenty, sztućce, karafki, delikatne filiżanki… Uwielbiam takie miejsca. O ceny nawet nie pytam, rzeczy wyglądają na autentyczne. Czas na belgijskiego gofra.




Decydujemy, że wracamy do pani „w brudnym fartuchu” na mule. Pani nas poznaje i dostajemy kir royale na wejście. W środku jest bardzo przytulnie, podoba mi się gazowy, płonący stosik drewna na środkowym stole. A mule… mule są przepyszne! Frytki są zbędne.


8 luty 2013 – Belgia – martwy Grand Place i piwo w Trumnie z czaszki!

Lądujemy na Charleroi, łapiemy autobus do Brukseli. Na dworzec Gare du Midi jedziemy jakieś 45 minut, wysiadamy w środku burzy śnieżnej. Zanim dojdziemy do Maxhotel będę miała mokre spodnie, czapkę, szalik… Biały puch topnieje w oka mgnieniu, niestety dość wieje. Wolałabym opcję bez wiatru z lekkim mrozem, niestety nie ma możliwości wyboru. Szczęśliwie docieramy do drzwi hotelu, okazuje się, że nie mamy ze sobą numeru rezerwacji (przecież powinno działać na nazwisko ;), hotel jest samoobsługowy więc jesteśmy lekko skonsternowani. Na szczęście obok nas jest dziewczyna co również nie umie dostać się do swojej rezerwacji oraz chłopak co nie umie otworzyć drzwi ;) Zza rogu wyłania się jednak czujna recepcjonistka i pomaga niesfornym gościom. Okazuje się, że ktoś czuwa 24h/dobę. Hotel jest nowy, stosunkowo tani, jedyny minus – nie ma nigdzie wrzątku, nie ma wspólnej kuchni, nie ma czajnika u recepcjonistki. Mogę sobie pomarzyć o gorącej chińskiej…

Przestaje śnieżyć, decydujemy się na spacer nocną pora po starym mieście. Kilka minut później wchodzę na Grand Place, jest fantastyczny! Rozglądam się z zachwytem i nie wiem od której strony zacząć zwiedzanie. Jest bardzo mało ludzi, światła odbijają się na mokrym bruku, kamienice są cudnie oświetlone. Zdecydowanie jest to jeden z piękniejszych rynków jakie widziałam.





Szwędamy się po małych uliczkach i trafiamy do słynnej figurki sikającego chłopca. Dobrze, że wcześniej odpowiednio się nastawiłam i nie spodziewałam się cudów ;) Manneken-Pis jest mały, bardzo mały. Szukałam informacji dlaczego akurat ta, figurka stała się taka sławna, niestety jedyne co znalazłam to „nikt nie wie”. Figurkę kradziono kilka razy, otrzymała również ponad 700 strojów na różne okazje od różnych wielkich tego świata. W sieci wyczytałam, że gdzieś niedaleko znajduje się figurka sikającej dziewczyny… Jutro będę jej szukać.


 

W trakcie przechodzenia tam i z powrotem odkrywamy rzeźbę przedstawiającą Charlesa Bulsa, były burmistrz Brukseli. Siedzi sobie razem z przyjacielem psem. Zjadam belgijskie frytki, frytki z majonezem – pycha! Cechą charakterystyczną jest to, że są dość grubo pocięte. Nie zjadam całej porcji, jest zdecydowanie na dwie osoby.

Wieczorem udajemy się na belgijskie piwo do tawerny Le Cercueil. Tuż przy Grand Place, skręcamy w małą, ciemną uliczkę i znajdujemy pub nazwa wskazuje, że weszliśmy do Trumny… W środku panuje półmrok, rolę stolików pełnią trumny, na ścianach wiszą pogrzebowe wieńce, z głośników płynie mocny rock, a piwo podają w czaszkach… To jeden ciekawszych pubów w jakich byłam, atmosfera wbrew pozorom nie była martwa ;)



W miejscu gdzie siedzimy nie ma światła, zdjęcie zrobione w trybie noktowizor ;)




Co by tu wypić? Drink Eliksir z Dziewicy czy Sex w Trumnie...