8 luty 2013 – Belgia – martwy Grand Place i piwo w Trumnie z czaszki!

Lądujemy na Charleroi, łapiemy autobus do Brukseli. Na dworzec Gare du Midi jedziemy jakieś 45 minut, wysiadamy w środku burzy śnieżnej. Zanim dojdziemy do Maxhotel będę miała mokre spodnie, czapkę, szalik… Biały puch topnieje w oka mgnieniu, niestety dość wieje. Wolałabym opcję bez wiatru z lekkim mrozem, niestety nie ma możliwości wyboru. Szczęśliwie docieramy do drzwi hotelu, okazuje się, że nie mamy ze sobą numeru rezerwacji (przecież powinno działać na nazwisko ;), hotel jest samoobsługowy więc jesteśmy lekko skonsternowani. Na szczęście obok nas jest dziewczyna co również nie umie dostać się do swojej rezerwacji oraz chłopak co nie umie otworzyć drzwi ;) Zza rogu wyłania się jednak czujna recepcjonistka i pomaga niesfornym gościom. Okazuje się, że ktoś czuwa 24h/dobę. Hotel jest nowy, stosunkowo tani, jedyny minus – nie ma nigdzie wrzątku, nie ma wspólnej kuchni, nie ma czajnika u recepcjonistki. Mogę sobie pomarzyć o gorącej chińskiej…

Przestaje śnieżyć, decydujemy się na spacer nocną pora po starym mieście. Kilka minut później wchodzę na Grand Place, jest fantastyczny! Rozglądam się z zachwytem i nie wiem od której strony zacząć zwiedzanie. Jest bardzo mało ludzi, światła odbijają się na mokrym bruku, kamienice są cudnie oświetlone. Zdecydowanie jest to jeden z piękniejszych rynków jakie widziałam.





Szwędamy się po małych uliczkach i trafiamy do słynnej figurki sikającego chłopca. Dobrze, że wcześniej odpowiednio się nastawiłam i nie spodziewałam się cudów ;) Manneken-Pis jest mały, bardzo mały. Szukałam informacji dlaczego akurat ta, figurka stała się taka sławna, niestety jedyne co znalazłam to „nikt nie wie”. Figurkę kradziono kilka razy, otrzymała również ponad 700 strojów na różne okazje od różnych wielkich tego świata. W sieci wyczytałam, że gdzieś niedaleko znajduje się figurka sikającej dziewczyny… Jutro będę jej szukać.


 

W trakcie przechodzenia tam i z powrotem odkrywamy rzeźbę przedstawiającą Charlesa Bulsa, były burmistrz Brukseli. Siedzi sobie razem z przyjacielem psem. Zjadam belgijskie frytki, frytki z majonezem – pycha! Cechą charakterystyczną jest to, że są dość grubo pocięte. Nie zjadam całej porcji, jest zdecydowanie na dwie osoby.

Wieczorem udajemy się na belgijskie piwo do tawerny Le Cercueil. Tuż przy Grand Place, skręcamy w małą, ciemną uliczkę i znajdujemy pub nazwa wskazuje, że weszliśmy do Trumny… W środku panuje półmrok, rolę stolików pełnią trumny, na ścianach wiszą pogrzebowe wieńce, z głośników płynie mocny rock, a piwo podają w czaszkach… To jeden ciekawszych pubów w jakich byłam, atmosfera wbrew pozorom nie była martwa ;)



W miejscu gdzie siedzimy nie ma światła, zdjęcie zrobione w trybie noktowizor ;)




Co by tu wypić? Drink Eliksir z Dziewicy czy Sex w Trumnie...