01.12.2010 – Wietnam, Hoi An

1

Dzień zaczynamy późno, śniadaniem w Cargo Cafe. Później trochę szwędania po mieście, wylogowanie się z pokoju i znowu szwędanie. Zaczęło kropić, wchodzimy do pierwszej knajpki – Green Mango, rozkładam się na wielkim łóżku i wyglądam przez okno, Fil studiuje kartę, ja leniwie przeglądam drinki. Po chwili wychodzimy, knajpa nie jest w naszym przedziale cenowym, jaki żal opuścić wielki wygodne łoże… Przychodzimy dwa domki dalej i trafiamy do słynnej 96 Cafe, nie ma nikogo rozkładamy się wygodnie, przy środkowym stoliku i zamawiamy White Rose oraz Cao Lai, cokolwiek to znaczy i będzie. Okazuje się całkiem niezłe. Sączymy leniwie piwo, przestaje padać, robi się gorąco, wyruszamy na targ warzywny.

Na targu warzywnym, jak sama nazwa wskazuje, idę do kosmetyczki, jeszcze nikt, nigdy w życiu nie wyrównywał mi brwi nitką dentystyczną (!), niezapomniane uczucie, do tego boski masaż stóp… Masaż małymi, wietnamskimi rączkami i tiger balmem, czuję, że mogę latać. Szkoda, że nie mogę tak codziennie.

Robimy zakupy i idziemy na lunch. Fil zjada grilowaną rybę w liściach banana, ja ryż z krewetkami, do tego chłodny Tiger Beer świat nabiera innych kolorów. Zbieramy się pakować, przed nami długa droga do Mui Ne.

Czekamy na naszego bus soft sleepera, jak zwykle wsiadamy na końcu, w związku z czym najlepsze miejscówki są już zajęte. Trafiamy na wieloosobowe łoże na końcu autobusu, razem z nami zasiada Amerykanin (jak na Amerykanina słusznych rozmiarów) oraz Anglik, w nocy wciśnie się jeszcze Wietamczyk. Fil prowadzi z Amerykaninem bardzo ciekawą dyskusję – Amerykanin z Chicago z polskimi korzeniami dwa pokolenia wstecz był na wystawie poświęconej polskiej husarii, Fil tłumaczy nowemu znajomemu co to husaria i dlaczego zwyciężyliśmy, Amerykanin natomiast przedstawia nową teorie dlaczego byliśmy niepokonani w XVII w… Otóż Mongołowie używali lasso, a skrzydła husarii powodowały, że lasso nie dało się zaczepić i zrzucić jeźdźca z siodła i dlatego wygrywaliśmy. Fil tłumaczy, że lasso to wynalazek amerykański, raczej nie miał zastosowania przy husarii, ale Amerykanin jest nieugięty. Wierzy w potęgę lasso. Ciekawe są rozmowy przed snem w nocnym autobusie… Naprawdę ciekawe.



Śniadanie w Cargo Cafe

96 Cafe

Dla Wietnamczyków 25 stopni to prawdziwa zima, poniżej pies w wersji zimowej :)

Salon kosmetyczny i masażu w jednym :)

1 komentarze:

Anonymous pisze...

Świetnie się czyta. Czekam na ciąg dalszy...
Mariusz :)

Prześlij komentarz