19 marca 2014 - Rzym - kościół Santa Maria Maggiore

0

Rzym to jedno z tych europejskich miast, które odłożyłam sobie "na emeryturę". Leci się blisko, dużo sakralnych zabytków i bardzo drogo czyli idealne miejsce dla starszego, zamożnego małżeństwa. W życiu jednak nic nie wiadomo i do Rzymu trafiłam wcześniej niż na zaplanowanej i od dawna wyczekiwanej emeryturze.

Po pierwsze Fil wygrał konkurs w którym nagrodą był voucher na dowolną podróż (oczywiście w ramach danego budżetu;), po drugie ze względu na mój stan nie mogliśmy już pojechać nigdzie dalej na wakacje i tak trafiliśmy do Rzymu. Za voucher udało nam się opłacić przelot i noclegi - to była największa część wydatków.

Zdecydowaliśmy się na nocleg w Madison Hotel, bardzo blisko stacji Termini, śniadanie wliczone w cenę (a śniadanie obejmowało znacznie więcej niż cappuccino i croissant ;) Co prawda hotelowe korytarze wyglądają jak labirynty i zanim dotrze się do pokoju trzeba przemierzyć kilkaset metrów, a internet działał tylko na korytarzu, to mimo wszystko jest to całkiem niezła miejscówka. Nie wiem jak z klimatyzacją w szczycie sezonu, warto to wcześniej sprawdzić.

Popołudniu udaliśmy się na spacer do kościoła Santa Maria Maggiore. Jak głosi legenda w sierpniu 352 roku papieżowi Liberiuszowi ukazała się Matka Boska, która nakazała, aby w miejscu, w którym spadnie jutro śnieg zbudować kościół. Śnieg znaleziono na jednym z siedmiu wzgórz rzymskich - Wzgórzu Eskwilin. Podobno plan kościoła został dokładnie wyznaczony przez zasięg śniegu. Każdego roku w sierpniu, w kościele Santa Maria Maggiore odbywa się uroczystość, której celem jest odtworzenie owego cudu. Podczas nabożeństwa, na zgromadzonych w kościele wiernych rozsypywane są z góry płatki białych róż.

Kościół ma piękny, kasetonowy sufit pokryty złotem z Nowego Świata, które oferowała królowa Izabela Katolicka V. Po bokach znajdują się konfesjonały z informacją, w jakim języku spowiada dany ksiądz. Zastanawiamy się, czy aby dobrze rozumieją grzechy jeśli mówią w kilku ;)

Wieczorem idziemy na pizze do Al Forno della Soffitta. Bardzo przyjemne miejsce, choć podawana pizza jest lekko puszysta, a ja byłam nastawiona na pizzę na kruchym, chrupiącym cieście czyli prawdziwą pizze neapolitańską.







0 komentarze:

Prześlij komentarz