16 czerwca 2013 – Mestia -> Borjomi

Dwa słowa o tym dlaczego generalnie unikamy Polaków na wakacjach.

Scenka nr 1. Kupujemy wino w sklepie w Mestii, głośno zastanawiamy się które wybrać, oglądamy butelki. Doklejają się do nas dwie dziewczyny:
Dziewczyny: Jakie wino kupujecie?
My: Jeszcze nie wiemy, dopiero wybieramy
Dziewczyny: No bo mówili, że w Gruzji tyle jest wina, a tu nie ma. Mieli sprzedawać przy drodze, a tu nic.
My: Wino jest w Gruzji ale nie w tym rejonie.
Dziewczyny: No ale mówili, że w Gruzji jest wino, a tu nie ma!
My: Może dlatego że jesteśmy na wysokości ponad 2000 m npm?

Scenka nr 2. Przyjechał bus, którym jedziemy do Tbilisi (tzn. my wysiadamy na trasie i jedziemy do Borjomi). Pakujemy się do środka, po czym 20 minut czekamy na Polaków. Bus jest prawie pełny. Dwóch chłopaków zapiło i zaspało. Bez komentarza.

Fil bardzo chciał zobaczyć skalne miasto w Vardzi. Postanawiamy pojechać tam prosto z Mestii. W tym celu łapiemy busa do Tbilisi, wysiadamy w Chaszuri. Tam razem z Belgami łapiemy taksówkę i docieramy do Borjomi – gruzińskiego uzdrowiska. Czuję się tutaj jak w latach 80 w Krynicy Górskiej :)

Nie wiemy za bardzo gdzie szukać noclegu, sprawdzamy ceny i okazuje się, że nie ma większej różnicy między spaniem w hotelu, a hostelu. Wchodzimy zatem do Hotelu Borjomi i pytamy o pokój, niestety nie ma wolnych (albo dla nas nie ma), bo pani kierowniczka mówi, że jej przyjaciółka wynajmuje tutaj mieszkanie i ma wolne, i jest blisko, i z jedzeniem, i jest fajnie, i nam się spodoba… Zobaczyć nie zaszkodzi, czekamy więc w hotelu na dywanie pokrytym folią.

Po chwili przychodzi „Generałowa” i prowadzi nas do swojego mieszkania. Jest blisko, w samym centrum. Skręcamy do klatki schodowej, która wygląda jak z horroru. Pomazane ściany, brud, wiszące instalacje, nierówne schody, dziwna barierka i czarna otchłań w miejscu wejścia do piwnicy (w takich miejscach na pewno mieszkają mordercy małych blondynek). Generałowa otwiera drzwi po czym mówi, że to nasze komnaty. Jest duży pokój z telewizorem, dość duża sypialnia, łazienka, kuchnia. Wszystko wygląda całkiem ok. Nasuwa mi się tylko jedno pytanie: gdzie będzie spać Generałowa? Mówię po cichu do Fila, zapytaj gdzie ona śpi, bo są tylko dwa pokoje, jak ma spać z nami to ja stąd wychodzę.

Fil: A pani gdzie śpi?
Generałowa: W komnatu, komnatu…
Fil do mnie: Śpi w komnatu.
Ja do Fila: Ale gdzie jest ta komnatu? Przecież są tylko dwa pokoje w których my mamy spać!
Fil do Generałowej: Komnatu? Tu obok drugie mieszkanie? Obok komnatu?
Generałowa: Ne, komnatu, tu komnatu…

Okazało się, że Generałowa mieszka na czas wynajmowania mieszkania … na balkonie. Balkon jest częściowo zabudowany, jest tam jakaś „komnatu” dwa na dwa, łóżko się mieści ale raczej nic więcej. Zostajemy bo warunki są naprawdę dobre. Czysta łazienka, zafoliowany, nowy dywan ;-) czysta pościel i ręczniki, dostajemy nawet nowe mydło i bambosze. Po całym dniu podróży marzy mi się prysznic, zrzucam więc wszystko z siebie i biegnę do łazienki. Cały prysznic dla mnie, niestety nie ma zasłonki… Po dwóch minutach zalewam całą łazienkę… Generałowa jednak czuwa!

Wieczorem idziemy na spacer i kolację. Wielkiego wyboru w knajpach nie ma. Siadamy w Merabico’s, zamawiam adżarskiej chaczapuki, a Fil khinkali. Porcje są ogromne, ponieważ nie za bardzo wiem jak się zabrać do jedzenia adżarskiego, pytam kelnerkę. Wywołuje to ogólne rozbawienie i od szefa knajpy dostajemy gratis cza-cze. Kieliszki wyglądają jak nasze literatki. Potem wszystko już mi się podoba ;-)

Może napiszę jeszcze dwa słowa o samym mieście. Borjomi zostało założone w 1892 roku, mieszka w nim ok. 15 tyś mieszkańców, było najmodniejszym uzdrowiskiem za czasów sowieckich, dziś niestety nie jest tak dobrze utrzymane. Miasto słynie z butelkowanej wody mineralnej „Borjomi”. Woda w smaku jest lekko słona i gazowana, bardzo charakterystyczna. W maju 2006 roku, na fali ochłodzenia stosunków rosyjsko-gruzińskich, rosyjskie władze zakazały importu wody Borjomi do Rosji, co ze względu na siłę marki, spotkało się z protestami.

Piękne miasto Borjomi :)

Pomniki i rzeźby...






Dom zdrojowy, w zimie wstawia się do pokoju kozę, a przez okno wyprowadza się rurę...


W drodze do mieszkania


Podłączenie prądu w azjatyckim stylu!


Mieszkanie Generałowej :)