27 kwietnia 2013 – Opera Lwowska – czyli kto odkręca klamki?

Wieczór spędzamy w Operze Lwowskiej. Lekko podchmieleni udajemy się w poszukiwaniu swoich miejscówek. Tyle pięter, tyle balkonów, sal… Może się zakręcić w głowie. W końcu pytamy bileterki, czy idziemy w dobrym kierunku – po części tak… Zostajemy wpuszczeni na balkon i zajmujemy nasze miejsca – mało widać. Przed nami kilka wolnych rzędów więc… hyc, hyc i już jesteśmy w pierwszym rzędzie, tutaj widać całą scenę. Niestety za nami podąża bileterka (Kobieta Terminator) i szast-prast wraca nas na nasze miejsca – robiąc przy tym dziką awanturę (jakby było o co :-) Do końca pierwszego aktu nie ruszamy się z miejsca, Kobieta Terminator nas pilnuje, zaglądając kilkanaście razy czy aby na pewno siedzimy tam gdzie nas usadowiła.



Ciekawsze przeżycia z Opery miał Paweł i Krzysiek. Zajęli swoje miejsca w loży ale coś ich podkusiło aby jeszcze na chwilę wyjść. Niestety jak wrócili, to inna Kobieta Terminator zabrała klamkę (!) Normalnie wzięła i wykręciła z drzwi. Zabrała na amen! Na szczęście wkręcili się do innej loży. Co prawda Pawłowi zostało odebrane krzesło, na którym spokojnie leżały jego rzeczy, no ale to w końcu Opera. Krzesło i klamka się nie należy.

Po pierwszym akcie postanawiamy udać się na miasto. Skoro nie widać sceny w operze należy udać się w miejsce gdzie widoki są zdecydowanie ciekawsze. Knajpa w widokiem na „morze/może” przy głównej alejce koło Opery… Tutaj dzieją się akcje! Zasiadamy w pierwszym rzędzie, przy ukraińskim piwie.

Moje pierwsze spostrzeżenie, Ukrainki chodzą na niebotycznych obcasach. Im wyższy tym lepszy, na ulicy nie ma prawie w ogóle dziewczyn w baletkach. W baletkach ani spodniach. Królują miniówki i krótkie sukienki, kolorowy makijaż oraz tipsy. Dziewczyny są bardzo kobiece. A faceci? A faceci są pochłonięci grą na automacie pt. sprawdź jak mocno możesz przywalić…

Jeszcze wieczorny spacer po starówce i zasłużony sen w PINKnym łożu.