16 maja 2012 – Kathmandu, Nepal

0

Wyruszamy zobaczyć Durbab Sq. w Patanie. Patan był kiedyś osobnym miastem, obecnie jest prawie dzielnicą Kathmandu, oddzielonym rzeką Bagmati. Rzeka Bagmati to brzmi dumnie, wyschnięte koryto maksymalnie zaśmiecone, z foliowymi namiotami, stanowi tymczasowe schronienie dla najbiedniejszych. Wygląda to jak nasze wysypisko śmieci, z tą różnicą, że u nas nikt tam nie mieszka, śmierdzi jak nasze szambo.

Jesteśmy pod główną bramą wejściową i pierwsza rzecz jaka nas spotyka (jak zwykle) – łapanka przez strażnika „ticket, ticket, office ticket”. Jeszcze się nie zorientowaliśmy w terenie, a już trzeba było płacić... Panienka w kasie daje nam bilety i pomarańczowe naklejki, mają być w widocznym miejscu. Naklejam swoją na brzuchu ale klej nie jest rewelacyjny i czuje, że mogę ją zgubić. Fil gubi swoja nim dochodzimy na plac – pewnie dlatego co chwile nas kontrolują i każą pokazywać bilety. Irytujące.




Durabar Sq. w Patanie jest mniejszy niż ten w Kathmandu ale równie ciekawy. Zaczynamy od Bhimsen Temple - poświęcona bogom handlu i biznesu, niestety nie widać wiele bo świątynia jest poddawana renowacji (ciekawe czy ta renowacja ciągnie się od Wielkiego Trzęsienia w 1934 r.). Naprzeciwko znajduje się punkt poboru wody Mani Mandap – dość duży basen z trzema długimi rzeźbionymi głowami z których leci woda. Fil zauważa, że ludzie pobierają wodę do dużych baniaków (takich jak nasz Dar Natury), które często można spotkać w hotelach i sklepach z napisem, że woda jest czysta i filtrowana (!) Tylko czy woda lecącą z rzeźbionej głowy potwora jest NA PEWNO czysta i filtrowana? Mam pewne wątpliwości.Siadamy w Mani Madap, taki duży pawilon przy wodopoju i czytamy informacje o placu obmyślając leniwie dalszą trasę. Przed nami świątynia Vishwanath Temple poświęcona Shivie oraz widok na plac…





Najpiękniejszą świątynią na placu (wg mojego zdania) jest Krishna Mandri. Niestety do środka mogą wejść tylko Hindu people, próbuje podejść do schodów ale od razu zostaję zawrócona. Zawsze warto spróbować, czasem pisze, że nie wolno ale wpuszczają. Świątynia jest misternie zdobiona, w środku stoją figurki Vishnu i Krishny. Doczytuję, że czasem płynie ze środka muzyka, dziś nic nie słychać ale za to pojawiają się grajkowie ze skrzypkami swojej produkcji (oczywiście skrzypki na sprzedaż). Przed świątynia stoi kolumna z Garudą na szczycie.



Obok Krishna Temple znajduje się Jagannarayan Temple z dwoma lwimi posągami u wejścia, najstarsza świątynia na placu – 1565 r., poświęcona Vishnu. Obok znajdują się jeszcze dwie małe światynie: Vishnu Temple i Narsingha Temple, a na ich wprost Statua Króla Yoganarendra Malla. Za głową króla widać kobrę, a na głowie kobry siedzi mały ptaszek. Legenda głosi, że tak długo jak ptaszek jest na swoim miejscu, król może powrócić do pałacu. Dlatego okna i drzwi pałacu są otwarte, a fajka wodna czeka w gotowości… Istnieje jeszcze jeden dodatek do legendy, w chwili kiedy ptaszek odleci z głowy kobry, kamienne słonie stojące przy Vishwanath Temple, pójdą się napić wody do Manga Hiti!







Wchodzimy posiedzieć na schodach świątyni Hari Shankar, która na dachu zamiast scen erotycznych ma sceny tortur np. obcinanie łowy, wyciąganie flaczków, gotowanie w gorącej wodzie, obcinanie kończyn etc.









Obok świątyni Hari Shankar znajduje się potężny dzwon Taleju Bell w który mogli uderzać mieszkańcy aby ostrzec króla przed ich gniewem. Na końcu placu znajduje się okrągła (oktagonalna – ośmiokątna :-) Krishna Temple. Wchodzimy jeszcze na dziedziniec Pałacu Królewskiego Mul Chowk i powoli mamy dość świątyń… Została jeszcze tylko Golden Temple.







Koniec języka za przewodnika i trafiamy do Golden Temple. Rzeczywiście jest wyjątkowa, w środku znajduje się dużo figurek i złotych ornamentów. Widzę jak są składane ofiary dla Sakyamuni, dociera do mnie, że jeszcze bardzo mało rozumiem z hinduizmu. Domyślam się, że kobieta podająca do złożenia jedzenie prosi o jakieś łaski albo cuda… Duży talerz wypełniony kwiatami, ryżem i takim małym kotletem ląduje przed figurą. Do tego podpala woskowe sznurki, unosi kilka razy i pozostawia do wypalenia przed inną figurą… Ciekawe…



Dochodzi południe, trzeba przetrwać upał – czas na drzemkę.

0 komentarze:

Prześlij komentarz