Wrzesień 2004 - Tunezja

0


Tak bardzo chcieliśmy odpocząć na słońcu... Wybór padł na Tunezję (gwarantowane słońce, ciepła woda, piasek i bardzo przyjemna cena), mój pierwszy lot samolotem (!)

Mieszkaliśmy w nadmorskiej miejscowości Sousse, w hotelu Chams el Hana. Hotel bardzo duży, pamiętam, że na stołówce zostaliśmy przydzieleni do stolika razem z parą "Josvigow" - młoda sympatyczna para, chyba trochę się nas bali... Plaża w Sousse jest ogromna, piasek miękki, bardzo drobny i miły w dotyku, woda w morzu bardzo ciepła. W samym mieście jest kilka rzeczy do obowiązkowego zwiedzenia: Ribat- klasztor z wieżą obronną, Wielki Meczet, otoczone murem stare miasto - medyna oraz ogromny targ pod dachem. W medynie należy uważać gdzie się idzie - można dojść do uliczki "czerwonych latarni" ;) Oczywiście w każdym miejscu należy się targować, cena spada kilkakrotnie, męczące jest też nachalne podejście tubylców do turystów bez "one dinar" ani rusz.



Jednego dnia udaliśmy się tuk-tukiem do pobliskiej miejscowości, portu el Kantaoui. Jazda tuk-tukiem to niesamowite przeżycie, którego do końca nie da się opisać... Port piękny, mnóstwo jachtów oraz portowych restauracji. Szkoda, że byliśmy tam tylko jeden dzień.

Wyprawa na wielbłądy, konie i... osły
"Camels? Camels?" Why not ?:) Mimo obaw o organizacje wyprawy - w końcu daliśmy dinary śniademu chłopakowi mówiącemu dwa słowa - było super. Małe wielbłądziątka są naprawę urocze. Oprócz jazdy na wielbłądzie, zaliczyłam "galop"na koniu po piaskach i prowadzenie karawany osłem. Jednak największe wrażenie zrobiło na mnie wypiekanie chleba w piecu po studni. Ciasto przylepia się po wewnętrznej stronie studni i obserwuje jak rośnie, do tego świeżo wyciskana oliwa z oliwek oraz ogromny arbuz - jeden arbuz na całą wycieczkę - gdybym nie widziała to bym nie uwierzyła.



Wyprawa na Saharę
El Jem - Gabes - Matmata - Douz - Słone Jezioro - Oazy Górskie - Kairouan

Początek wyprawy był pechowy, wsiedliśmy do autobusu jadącego do Kartaginy ;) Na szczęście udało się go zamienić i finalnie dotrzeć na Saharę :) Pierwszym miejscem, które udało nam się zwiedzić był ruiny amfiteatru w El Jem - byliśmy pierwszymi osobami, które zwiedzały ruiny tego dnia, więc nie było dzikich tłumów, tylko powiew wiatru historii. Amfiteatr został zbudowany w 230 r. i jest jednym z najlepiej zachowanych na świecie.

Dalsza trasa prowadziła przez nadmorską miejscowość Gabes oraz księżycowy krajobraz Matmaty, gdzie były kręcone Gwiezdne Wojny. W Matmacie zobaczyliśmy również podziemne jaskinie Berberów - rdzennych mieszkańców Tunezji zwanych Troglodytami. Było również pieczenie chleba oraz oliwa ale to już nie był ten sam smak co na wyprawie z wielbłądami... Lunch zjedliśmy w małej niby berberyjskiej restauracji, byliśmy jedynymi osobami, które nie zamówiły Coca-Coli za to zjadły większość arbuzów - zdecydowanie lepiej gasi pragnienie. Popołudniu dotarliśmy do Douz "bramy na Saharę". Oczywiście była jazda na wielbłądach po pustyni, żar lejący się z nieba oraz mnóstwo "pustynnych" naciągaczy (cola na pustyni ma astronomiczne ceny ;) Wieczorna kąpiel w basenie pod gwiazdami była prawdziwym zbawieniem...

Drugi dzień zaczęliśmy od podróży do miejscowości Tezour przez największe słone jezioro w Afryce - Chott el Jerid. Udało nam się znaleźć prawdziwą słoną pustynną róże (!) Następnie zamieniliśmy autobus na samochód terenowy i pojechaliśmy do dwóch oaz górskich - Chebika i Tamerza, fragmentem trasy Paryż - Dakar. Ostatnim miejscem, które zobaczyliśmy była czwarta stolica islamu - Kairouan.

0 komentarze:

Prześlij komentarz