Maj 2008 - Szlakiem Orlich Gniazd

0


Plan tej wyprawy powstawał przez kilka dobrych dni... Zdecydowaliśmy się pojechać szlakiem Orlich Gniazd, tylko jak tu zmieścić tyle atrakcji, które oferuje ten region w zaledwie 3 dni? Zaczęliśmy od ruin zamku w Ogrodzieńcu. Zamek jest pięknie położony na wzgórzu, pośród wapiennych skał i form skalnych. Uwaga: przy zapłaceniu za biletu wstępu należy zachować paragon (inaczej trzeba kombinować z wejściem na wystawę)! Nie trzeba natomiast wiele kombinować aby rozbić sobie głowę wchodząc na skalną ścianę (patrz Fil). Byliśmy w komnacie tortur oraz na wystawie związanej z renowacja ruin. Ogólnie zajrzeliśmy prawie wszędzie :) Zdecydowałam się nawet wejść na balkon po bardzo, bardzo, bardzo kręconych schodach. Zwiedzanie Ogrodzieńca zakończyliśmy zajadaniem kabanosów i kanapek z pięknych, wiklinowych koszyków piknikowych.

Ogrodzieniec












Tego dnia trochę przesadziliśmy z trasą... Po Ogrodzieńcu udaliśmy się do Ojcowskiego Parku Narodowego. Zdobyliśmy zamek w Pieskowej Skale, zamek w Ojcowie, Maczugę Herkulesa oraz Grotę Łokietka. W Grocie Łokietka było zimno, nie przeszkadzało to jednak latającym nietoperzom ;) Oczywiście do wszystkich tych atrakcji doszliśmy pieszo, pod koniec dnia marzyłam tylko aby znaleźć się pod prysznicem i w łóżku. Kiedy jednak znalazłam już się pod prysznicem i w łóżku pomyślałam, że nie mogę odpuścić wieczornego chodzenia po krakowskim rynku. Niestety kolejny dzień zapowiadał się równie pracowicie...

Zamek w Pieskowej Skale















Zamek w Ojcowie












Grota Łokietka, Maczuga Herkulesa















"Skoro świt" udaliśmy się do Kopalni Soli w Wieliczce. "Skoro świt" miało kluczowe znaczenie, nie staliśmy do wejścia w gigantycznej kolejce, a załapaliśmy się na jeden z pierwszych zjazdów do kopalni. Będąc dzieckiem zwiedzałam kilka razy kopalnię, jednak prawie wszystko udało mi się zapomnieć. Byłam bardzo zadowolona, że udało mi się odświeżyć wspomnienia z tego obowiązkowego punktu na mapie zwiedzania Polski. O kopalni pisać nie będę - to trzeba zobaczyć.

Kolejny przystanek to mój ukochany Kraków, zwiedzanie rynku, pierwsze podejście na Wawel (aby dowiedzieć się, że bilety do wejścia są limitowane), zwiedzanie zbrojowni, Kazimierza... Na Kazimierzu zabawiliśmy dłużej, chciałam zabrać towarzystwo do Alchemii ale chyba mroczny klimat i kapiący wosk nie był dla nich sexy... Wylądowaliśmy więc w knajpie obok Alchemii, przerobiliśmy kartę z drinkami od góry do dołu i od dołu do góry - krakowskie ceny przypadły Warszawce do gustu :) A jak skończyła się (czyt. znudziła się) karta drinków poprosiliśmy o alkoholowe wariacje. Wieczorową porą równiutko wstawieni wyruszyliśmy w drogę do hostelu. Na pożegnanie knajpy Łoś dostał specjalnego drinka o dużo mówiącej nazwie "Śliski sutek", ledwo go po tym śliskim sutku wyciągnęłam za drzwi... Zanim wyszliśmy z Kazimierza zaliczyliśmy kultowe zapiekanki u Endziora. Tak, cale towarzystwo dziwiło się, że zapiekanki są posypane szczypiorkiem, a to przecież standard u nas w Galicji!

Ostatniego dnia męska część wycieczki udała się... zwiedzać Wawel, a damska na zakupy. W Krakowie są lepsze sklepy niż z Warszawie. - tak stwierdziłyśmy chórem. Wolę nie pamiętać ile przepuściłyśmy... Oczywiście nie odmówiłyśmy sobie też wypicia latte i pogapienia się na spacerujących ludzi (to najbardziej wciągające zajęcie w Krakowie). Wszyscy spotkaliśmy się na Wawelu i poszliśmy zwiedzać Kościół Mariacki. Potem nastąpiła najsmutniejsza część wyprawy czyli powrót do domu.

0 komentarze:

Prześlij komentarz