Lipiec 2009 - Przez pola na rowerze

0


Kolonia Unin - Unin - Głosków - Puznów - Garwolin


Trasa pt. "Przez pola na rowerze" rozpoczyna się od skrętu na "międzynarodowy" stadion piłkarski w miejscowości Unin, następnie wiedzie przez pola, pola, pola olala. Po prawej można podziwiać stado bocianów, w rzece po lewej stado małych, dzikich łabędzi... Owa rzeka przypomniała mi (ku oburzeniu Fila) Krutynię - zarośnięta, ze zwalonym drzewem, z dzikimi kaczkami. W Puznowie na prawo i lewo pola, sianokosy, konie, domy i piękny napis "przyjmne gruz"! Cała trasa ma 25 kilometrów.











Po lewej, stadko dzikich łabędzi, po prawej las i droga



Lipiec 2009 - Baranów Sandomierski, Sandomierz

0


Wracając z weekendowego wyjazdu postanowiliśmy zwiedzić zamek w Baranowie Sandomierskim.
Zamek pochodzi z końca XVI wieku, jest rzeczywiście duży i bardzo dobrze zachowany (zbudowany na prostokątnym planie z czterema okrągłymi basztami i wieżą), całość robi wrażenie, choć dla mnie brakuje sprawnej ręki ogrodnika. Najpiękniejszy czas zwiedzania parku, to wczesna wiosna kiedy kwitną ogromne magnolie...

Miejscem kolejnego przystanku był Sandomierz. Głodni, rzuciliśmy się na poszukiwanie strawy godnej mistrza sztuk kulinarnych. Trafiliśmy do restauracji-baru "30-stka" - polecam wszystkim zapiekany ryz z curry i serem oraz polędwiczki z kurczaka z suszonymi śliwkami - pycha. Reszta towarzystwa jadła zapiekaną kaszę gryczaną - też dobra. Najedzeni udaliśmy się na przechadzkę po starym mieście, przeszliśmy koło domu Jana Długosza, byliśmy w katedrze (katedra gotycka z XIV w.) oraz poszukiwaliśmy zwłok Teresy Izabeli Morsztynówny. Z tymi zwłokami to nie było tak łatwo, bo niby już je znaleźliśmy ale kościół okazał się zamknięty i to na cztery spusty. Ponieważ ja widziałam zwłoki w oryginale, a Ninie nie udało się ich zobaczyć - podaję linka pod którym znajduje się zdjęcie Teresy Izabeli (a dokłądnie tego co z niej zostało).

Widok z baru "30-stka" na rynek, po prawej putto w katedrze
(trochę prześwietliłam zdjęcia ale dopiero oswajam aparat i komórkę)

Czerwiec 2009 - Szczawnica, Pieniny

0


To kolejny powrót do Szczawnicy, tym razem ze znajomymi. Wyruszyliśmy w czwartek rano, pierwszy poważny postój był przy znaku drogowym Pacanów, kóz brak. Potem kilka zdjęć nad jeziorem Rożnowskim, awaria sprzęgła i ukochana Szczawnica. Pierwszego dnia mimo ambitnych planów wybraliśmy się tylko na spacer na Słowację - piwo nie smakowało, ale widoki bardzo ładne. Trasa spaceru wiedzie nad Dunajcem, między górami...

Następnego dnia obowiązkowy spływ Dunajcem na początku padał deszcz - niektórzy wyglądali jak Woody Allen w kultowej roli plemnika. W połowie przestało padać zrobiło się ciepło i przyjemnie, na szczęście widoki zrekompensowały mało sprzyjającą aurę. Po spływie szybki pstrąg i wyprawa do wąwozu Homole oraz rezerwatu Biała Woda. W pierwszym okazało się, na samej górze, że jest opcja 3 tras: krótka, dłuższa i najdłuższa... Wybraliśmy dłuższą, z racji ograniczeń czasowych.

Wąwóz Homole











Rezerwat Biała Woda











Po rezerwatach chcieliśmy zjeść coś słodkiego w Muzycznej Owczarni jednak okazało się, że ze słodyczy jest tylko piwo, piwo i piwo... A u nas nie miał kto pić :) Udaliśmy się w drogę powrotną do Szczawnicy zasiadając wieczorem przy grillu. W sobotę "skoro" świt podzieliliśmy się na dwie drużyny jedna szła zdobywać górskie szczyty, druga zdobywać okoliczne knajpy. Dlaczego ja zawsze muszę trafić do tej gorszej? W pierwszej, zrobiliśmy szlak - Trzy Korony, Ruiny Pienińskiego Zamku, Sokolica... Zejście z Sokolicy od mojego ostatniego razu dużo się poprawiło, są barierki (!). Generalnie szlak się trochę skomercjalizował (nie, nie jest tak źle jak w Zakopanym), ale i tak było fajnie, widoki cudne. Po przyjściu czekała nas już tylko kolacja w gospodingu i łóżko...

Widok z Trzech Koron, widok z Sokolicy










W niedzielę zwiedziliśmy punkt pogotowia, karetkę, przychodnię i szpital w Nowym Targu. Swoją drogą z parkingu szpitala piękny widok na Tatry... Na szczęście wszystko dobrze się skończyło. Kolejny grupowy wypad już za rok...

Widok z parkingu szpitala na Tatry








Maj 2009 - Szczawnica, Pieniny

0


Weekendowy wypad w Pieniny z moją Mamą. Mój mąż przechodził szkolenie terenowe co, gdzie i kiedy w Szczawnicy. Byliśmy na Słowacji wzdłuż Dunajca, na obiedzie w Kocim Zamku, wyjechaliśmy wyciągiem na Palenicę (było widać Tatry), w Jaworkach, na targu w Nowym Targu... Wracając wstąpiliśmy do Starego Sącza na "coś słodkiego". Odkryliśmy bardzo przyjemną kawiarnię (niestety nie pamiętam nazwy) na samym rynku, po schodkach, z balkonem. Zamówiłam suflet czekoladowy z gałka lodów, Mama jadła szarlotkę, Fil - naleśniki, wszystko było pyszne... Tym optymistycznym akcentem zakończyliśmy weekend majowy 2009 :)

Żółw w "Kocim zamku", po prawej widok z Palenicy na Tatry










Widok z Palenicy, po prawej "Muzyczna Owczarnia"











Po powrocie z Pienin wstąpiliśmy jeszcze do Rzemienia sprawdzić jak obecnie wygląda zamek
i pałac.





Kwiecień 2009 - Kazimierz Dolny

0


Kwiecień to miesiąc, kiedy rozpoczynamy sezon grillowy - uroczyste otwarcie miało miejsce 25 kwietnia. Wieczór był rześki, nazwijmy go rześki. Następnego dnia leniwe śniadanie, trochę gry w siatkówkę, znów grill i... no właśnie, co zrobić z niedzielnym, słonecznym popołudniem? Opcja wyprawy do Kazimierza została przegłosowana i po chwili siedzieliśmy w Miętówce.

W Kazimierzu podczas weekendu są dzikie tłumy plądrujące i depczące miasto. Stwierdziliśmy, że najpierw coś zwiedzamy, potem jemy słodycze. Zaczęliśmy od wejścia na wzgórze z ruinami zamku (zamek powstał za panowania Kazimierza Wielkiego), następnie przeszliśmy do wieży wybudowanej na przełomie XIII/XIV w., z jej szczytu rozciąga się piękny widok na Kazimierz i dolinę Wisły. W drodze powrotnej do miasta, na wzgórzu, przed Kościołem Farnym zobaczyliśmy mały cmentarz. Bardzo stare pomniki zatopione były w świeżej zieleni i kwiatach.

Zapamiętaj! Nigdy nie odwiedzaj Kazimierza latem, "dzikie" tłumy potrafią zepsuć wszystko.

Po prawej widok z ruin na Wisłę, po lewej widok z wieży na ruiny










Po prawej widok z cmentarza na ruiny, po lewej morze kwiatów



Wrzesień 2008 - Sardynia, Włochy

0


Sardynia - szmaragdowa wyspa... Ja chciałam jechać do Włoch, Fil do Turcji, kompromisowo polecieliśmy na Sardynię ;) Sardynia jest drugą co do wielkości wyspą na Morzu Śródziemnym - 1,65 mln mieszkańców i... trzy razy tyle owiec (podstawą eksportu jest ser pecorino). Naszym punktem docelowym i wypadowym, była miejscowość położona na północy wyspy - Palau. Dużą część wybrzeża w Palau zajmują fenomenalne (!) formy skalne przybierające najbardziej niesamowite kształty ;) Niedaleko Palau znajduje się Capo D'Orso (Niedźwiedzi Cypel) - przylądek z formą skalną w kształcie niedźwiedzia. Widok z niedźwiedziej skały jest "relaksujący mentalnie" ogromna przestrzeń, szmaragdowe morze, rozrzucone wyspy, słońce i zieleń...

Widok z Capo D'Orso - połącz zdjęcia










Wybrzeże Palau, po prawej karmienie "kamiennych stworów"











Palau jest położone zaraz obok Parku Narodowego Archipelag La Maddalena. Na wyspie La Maddalena miał się odbyć w tym roku szczyt G8, który ostatecznie został przeniesiony do Aquili. Na La Maddalene dostaliśmy się promem, zjadłam tiramisu, wypiłam frappe, zwiedziłam sklepy i port oraz poszwędałam się krętymi uliczkami. Oddzielną wyprawą było wypłynięcie na archipelag wysp, bujało... Plaże są czyste, duże, piaszczyste. Woda ma kolor szmaragdu. Fil z radością wskoczył do wody przy pierwszej nadarzającej się okazji ;) oraz przy pierwszej nadarzącej się okazji zgubił drogę do statku ;) Spiaggia Rosa - to słynna plaża (niestety nie można na nią wejść) gdzie piasek ma różowy kolor.

W drodze na La Maddalenę, po prawej jedna z plaży archipelagu












Palau - Arzachena - Porto Cervo - Golfo Aranchi - Olbia

"Tylko niech państwo nie wypożyczają samochodów od osób z ulicy", pierwsze co zrobiliśmy to wypożyczenie samochodu od Jamesa z ulicy :) Było naprawę taniej, a James był sympatycznym gościem. Miałam wrażenie, że przypłynął na Sardynię w pontonie przemycony przez opłaconych ludzi mafii. Pierwszym punktem wyprawy było Porto Cervo - kapiące milionami, ze wszystkimi butikami "świata" Prada, Armani, LV... z małą kawą kosztującą 25 Euro, z tymi pięknymi jachtami, cabrioletami, z córkami Putina oraz nagim Berlusconin... Szybko udaliśmy w dalszą trasę, udało mi się namówić pozostałe 3 osoby aby jechać do Golfo Aranci - urzekł mnie opis w przewodniku. Miasteczko jest bardzo, bardzo malutkie, położone nad samym morzem. W poszukiwaniu restauracji, trafiliśmy do małej knajpki na samej plaży. Jacek zamówił rybę, kelner ją przyniósł i zamamrotał coś po włosku, Jacek kiwną ok. (a bladego pojęcia nie mieliśmy na co się zgodził) i zaczęło się prawdziwe szoł pt. "Jak sprawnie oddzielić rybie mięso od ości"... Rewelacja. Nie udało mi się jeszcze tego powtórzyć. W Olbi wypiliśmy kawę, zwiedziliśmy starą część miasta, poszukiwaliśmy torebki oraz zastanawiałam się nad kupnem płaszcza zimowego. Wieczorem zmęczeni wróciliśmy do hotelu... To była podróż z pięknymi widokami. Nuragów nie było.

Golfo Aranchi












Palau - Arzachena - Santa Teresa di Gallura ----> KORSYKA Bonifacio

Podróż z bardzo napiętym planem, najpierw zwiedzanie grobów gigantów niedaleko Arzacheny, a następnie szybka jazda do Santa Teresa aby zdążyć na prom płynący na Korsykę. Dotarliśmy do portu, biegniemy kupić biletu, a tu wszystkie wyprzedane... Jednak marudzenie przy okienku robi swoje, 4 dodatkowe bilety i już jesteśmy w kolejce do odprawy na prom. Wiało strasznie. Widok na Bonifacio z promu jest obłędny, miasto wiszące na skałach, tego się nie da opisać. Wysiedliśmy z promu i wsiedliśmy na statek :) Postanowiliśmy opłynąć wybrzeże i zobaczyć jaskinie. Po powrocie na ląd rozpoczęliśmy poszukiwania bouillabaise (czyt. bujabez) czyli słynnej zupy rybnej... Jacek nie mógł odpuścić zupie. Na obiad jednak zjedliśmy "lemule" czyli mule w winie. Bujabez znaleźliśmy dopiero wieczorem, zadowoleni, już mieliśmy zasiadać do stołu kiedy okazało się, że bujabez owszem będzie ale za dwie godziny (!) ... a wtedy nasz prom będzie w połowie drogi na Sardynię.

Groby gigantów koło Arzacheny












Bonifacio





















Żegnaj Bonifacio...

Sierpień 2008 - Mikołajki, Ryn, Giżycko

0


Kiedy tylko nadarzy się okazja na wyjazd... trzeba z niej korzystać :) Bez rezerwacji noclegów, bez dokładnego planu, spakowani "na oko" wyruszyliśmy na Mazury, cel: Mikołajki. Z noclegiem nie było problemów (pokoik dobudowany do garażu, z łazienką i dwoma, pojedynczymi, bardzo wąskimi łóżkami :) może nie był luksusowy ale w końcu nie o to chodziło tym razem, zmieściliśmy się w czwórkę.

Na początek popłynęliśmy "parostatkiem w piękny rejs" z Mikołajek na jezioro Śniardwy, bujało ale chyba nie od fal... Na trasie mijaliśmy mnóstwo żaglówek, pomyślałam, że fajnie byłoby kiedyś wybrać się na rejs po jeziorach. Co ciekawe, na noc żaglówki stają w szuwarach, nie wszystkie wpływają do portu, jakoś nie wyobrażam sobie nocy na wodzie... Wszystko przede mną :)











Kolejny dzień to wyprawa do Rynu, zwiedziliśmy pięknie odnowiony zamek, po czym udaliśmy się do twierdzy Hitlera w Wilczym Szańcu. Niby tylko betonowe bloki ale robią wrażenie. Trafiliśmy na re-we-la-cyj-ną przewodniczkę z ogromną wiedzą, gdyby tak w szkole uczyli historii... Na całym terenie znajduje się ok. 80 budowli, w tym 50 bunkrów, żelbetonowe ściany bunkru mają np. 8 m (!) Większość budynków jest wysadzona w powietrze. Po wizycie w Wilczym Szańcu stwierdzam, że Hitler był małym, nieszczęśliwym, tchórzliwym człowiekiem.

Zwiedziliśmy też Feste Boyen (Twierdza) w Giżycku - wały ciągnęły się kilometrami, żar lejący się nieba, brak powietrza, zapach kwiatów i traw... Odurzająca atmosfera! Po dłuugiej wizycie w twierdzy udaliśmy się zwiedzić Giżycko. Nad jeziorem było pięknie, zacumowane jachty, słońce, łabędzie i kaczki...

Teren Twierdzy Boyen










Giżycko










Ostatni dzień to wyprawa na spływ kajakowy Krutynią. Trasa: Krutynia - Ukta, 13 km. Nie jestem w stanie powiedzieć ile było zakrętów po drodze - mnóstwo! Na szczęście padać zaczęło dopiero pod koniec trasy ;) Dzika przyroda i ptaki, szuwary, przewrócone drzewa, mosty... A po kajakach obowiązkowa wizyta w Galindii.

Spływ kajakowy Krutynią











Spływ kajakowy Krutynią, po prawej bar w Galindii

Lipiec 2008 - Żelazowa Wola

0


Żelazowa Wola
to niewielka wieś położona na obrzeżach Sochaczewa, nad rzeka Utratą. Tu 1 marca 1810 roku urodził się Fryderyk Chopin. Mały, biały dom Chopina, piękny, zadbany park , ławeczki i mnóstwo Japończyków pstrykających zdjęcia. Wylegując się na zielonej trawie słuchaliśmy koncertu fortepianowego live... to było bardzo przyjemne.