małe kółko: Angkor Wat, Baksei Chamkrong, South Gate, Angkor Thom, Bayon, Baphnon, Phimeanakas, Sras Srei, Taras Króla, Taras Słoni, Victory Gate, Thommanon, Chapel of the Hospital, Ta Keo, Ta Prom, zachód słońca nad Angkor Wat
23 listopada 2009 - Bangkok, Tajlandia
Opublikowano środa, czerwca 30, 2010 przez Lady
22 listopada 2009 - Bangkok, Tajlandia
Opublikowano wtorek, czerwca 29, 2010 przez Lady
21 listopada 2009 - Bangkok, Tajlandia
Opublikowano poniedziałek, czerwca 28, 2010 przez Lady
20 listopada 2009 - Bangkok, Tajlandia,
Opublikowano niedziela, czerwca 27, 2010 przez Lady
Pierwszy raz w Bangkoku, pierwsza jazda kolorową taksówką, pierwszy kokos, pierwsza tajska zupa... Pierwsza wizyta na nocnym targu (Royal Ground Market) i pierwszy raz nie możemy trafić na KhaoSan Road.
Sierpień 2009 - Jastrzębia Góra...
Opublikowano wtorek, września 15, 2009 przez Lady
Jak zwykle w piątek obudził mnie Drakula i Wojciech Mann, zamiast przeciągać się w łóżku odkryłam, że jesteśmy w połowie drogi do Jastrzębiej Góry. Około godziny 9 mijaliśmy Trójmiasto, a chwile później dojechaliśmy do Swarzewa - miejscowość z potężną farmą wiatraków.
Ze Swarzewa udaliśmy się wprost do Jastrzębiej Góry i dzięki gościnności Grze i Niny, 20 minut później trzymając leżaki, ręczniki i kremy maszerowaliśmy na plażę. Przez cały czas intrygowało mnie czy nazwa miejscowości pochodzi rzeczywiście od szybujących ptaków. Kilka minut w sieci i... hipoteza zostaje potwierdzona połowicznie. Jak podaje Wikipedia:
W samej Jastrzębiej najciekawszy jest klif brzegowy o wysokości dochodzącej do 33 m. n.p.m., plaża miejscami ma szerokość 200 m (miejscami!) i aby się na nią dostać trzeba pokonać w kilku miejscach ok. 300 stopni stromych schodów, jest również oczyszczona z kamienie, które służą zabezpieczeniu brzegu. W Jastrzębiej Górze znajduje się również najdalej wysunięty na północ punkt Polski oraz pyszne flądry.
Poza tym wakacyjny standard - góra śmieci, w lesie mnóstwo papierzaków, na deptaku śmierdzi goframi, autochtoni (my favourite word) chcą oskubać przyjezdnych z Warszawy etc.
"To właśnie gęsiom zawdzięcza Jastrzębia Góra swoją kaszubską nazwę - Pilěce, ponieważ mała gęś - gąska, po kaszubsku jest nazywana pila. Pilěce oznacza więc miejsce wypasania gąsek. Po zakończeniu I wojny światowej zaczęto operować nazwą Jastrzębia Góra, prawdopodobnie w nawiązaniu do leżącej kilka kilometrów na wschód - Góry Jastrzębskiej (67,8 m n.p.m.), istnieje również hipoteza twierdząca, iż nazwa nawiązuje do jastrzębi licznie zamieszkujących tutejsze nieużytki. W czasie II wojny światowej osada nosiła niemiecką nazwę Habichtsberg - co jest przetłumaczeniem Jastrzębiej Góry na język niemiecki."Powiedzmy szczerze, nazwa Gęsia Góra nie brzmi tak szlachetnie jak Jastrzębia.
W samej Jastrzębiej najciekawszy jest klif brzegowy o wysokości dochodzącej do 33 m. n.p.m., plaża miejscami ma szerokość 200 m (miejscami!) i aby się na nią dostać trzeba pokonać w kilku miejscach ok. 300 stopni stromych schodów, jest również oczyszczona z kamienie, które służą zabezpieczeniu brzegu. W Jastrzębiej Górze znajduje się również najdalej wysunięty na północ punkt Polski oraz pyszne flądry.
Poza tym wakacyjny standard - góra śmieci, w lesie mnóstwo papierzaków, na deptaku śmierdzi goframi, autochtoni (my favourite word) chcą oskubać przyjezdnych z Warszawy etc.
Pierwszym miejscem, które zwiedziliśmy były bunkry: Sabała, Saragossa i Sęp oraz Muzeum Obrony Wybrzeża (to coś dla mężczyzn, ja i Nina marzyłyśmy o ciepłej, wojskowej grochówce ale nie miałyśmy pieniędzy ;) Mężczyźni odżyli dopiero podczas jazdy na motorówce! Przemoczeni, wsiadali do samochodu w majtkach (nie wspomnę o potencjalnej bójce, ale jak wyskoczyć i dać komuś w pysk w gaciach ? Trochę łyso.)

W drodze powrotnej do domu odkryciem był Pelplin, a w nim przeogromna, fantastyczna Bazylika Katedralna w której człowiek czuje się jak ziarenko piasku. Zwiedziliśmy również Muzeum Diecezjalne w którym znajduje się jedyny w kraju egzemplarz Biblii Gutenberga.
Pelplin Bazylika Katedralna

Biblia Gutenberga

Do Radzynia Chełmińskiego trafiliśmy trochę przypadkiem studiując mapę w poszukiwaniu zamków... Ciekawe ruiny (polecam), tym bardziej, że zwiedzaliśmy je pod wpływem nalewek zakupionych na regionalnych dożynkach. Smalec nie przypadł nam do gustu, robiło się późno, a przed nami jeszcze jedno miejsce, Golub-Dobrzyń. Jechaliśmy nastawieni na zwiedzanie, ciekawe historie, piękne wnętrza. Zwiedzanie zepsuł beznadziejny przewodnik, ciekawych historii nie było, wnętrza puste "gotowe do wynajęcia na wesele i przyjęcie". Generalnie poziom obsługi żenujący. Ostatnim punktem wyprawy był schabowy w Sierpcu, potem czekało nas już tylko spanie w Warszawie.
Zamek Radzyń Chełmińskim

Zamek Golub-Dobrzyń

Pelplin Bazylika Katedralna
Biblia Gutenberga
Do Radzynia Chełmińskiego trafiliśmy trochę przypadkiem studiując mapę w poszukiwaniu zamków... Ciekawe ruiny (polecam), tym bardziej, że zwiedzaliśmy je pod wpływem nalewek zakupionych na regionalnych dożynkach. Smalec nie przypadł nam do gustu, robiło się późno, a przed nami jeszcze jedno miejsce, Golub-Dobrzyń. Jechaliśmy nastawieni na zwiedzanie, ciekawe historie, piękne wnętrza. Zwiedzanie zepsuł beznadziejny przewodnik, ciekawych historii nie było, wnętrza puste "gotowe do wynajęcia na wesele i przyjęcie". Generalnie poziom obsługi żenujący. Ostatnim punktem wyprawy był schabowy w Sierpcu, potem czekało nas już tylko spanie w Warszawie.
Zamek Radzyń Chełmińskim

Zamek Golub-Dobrzyń